Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Rozdział 2 - Sól Home Chomik Arch Giovanna

Rozdział 2 - Sól

8.00 rano – Paryż, pokój 37, 1 mm nad kołdrą, z Samsungiem.
- I co dalej grasz? Masz ten poziom czy nie? Streszczaj się – przerwała mi Agata, kiedy obudzona przez telefon, starałam się oddać dramaturgię niedzielnych wydarzeń.
- Mam maksymalny poziom, wzięłam kilka lapisi i będę enchantować. Gildia proponuje dobre warunki. – W telegraficznym skrócie przedstawiałam jej sukces tego tygodnia.
- Świetnie, gratulacje! Ale chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że siedemdziesiąty poziom w Shaiya nie ustabilizuje finansowo twojego życia? Czas się wziąć do czegoś poważnego, chopie! Matura!
Nie ma to jak liczyć na wsparcie przyjaciół, zawsze ucieszą się z twojego sukcesu, a twoja radość będzie dla nich tak ważna, że będą starali się ją podsycać zawsze i wszędzie.  Wniosek: WYŁĄCZAĆ TELEFON KOMÓRKOWY NA NOC! Btw: Słyszę chrapanie.

9.00 – pokój 37.
Dostałam SMS z zapytaniem, czy posiedzę przez dwie godziny z Flavio, bo Nino musi się odświeżyć, a jego młodszy brat dostał jakiejś dziwnej wysypki i wolałby nie zostawiać go samego w domu ani tym bardziej zabierać ze sobą. Jak mu się udało zmieścić tyle informacji w jednym SMS-ie? Nie mam pojęcia jak on to robi. Punktualnie o czternastej. Chrapanie ustało?

9.01 – pokój 38.
Ojciec wyszedł.

11.00 – korytarz.
Ojca nadal nie ma.

14.00 – mieszkanie Nino.
Ojciec wyparował. Nie wiem gdzie jest, nie wiem kiedy wróci, nie wiem co robi! Najgorsze, że nie odbiera komórki i jest sam w dużym Paryżu bez znajomości języka angielskiego czy francuskiego. Zostawiłam mu w pokoju kartkę, ale nadal nie napisał nawet SMS! Poradzi sobie. Mam nadzieję...
Boże, ale jaka ja byłam z siebie dumna, kiedy zadzwoniłam punktualnie do drzwi.
Odpowiedziała mi cisza.
Może jednak pomyliłam godziny, pomyślałam spanikowana, ale kiedy przyłożyłam ucho do framugi, usłyszałam ciche plaskanie bosych stóp o podłogę.
- Flavio, czy to ty stoisz za drzwiami?
- Oui – odparł ze środka mały.
- No to je otwórz albo zawołaj brata.
- Nino wyszedł przed chwilą i powiedział, że mam czekać na ciocię Żastin, która jak zawsze się spóźnia.
- Nieprawda! Wcale się nie spóźniłam! Nieważne, teraz tu jestem, więc otwórz mi drzwi.
- Nie mogę, jestem sam w domu.
- Flavio – jęknęłam z czarnej rozpaczy. – Przecież Nino ci powiedział, że masz otworzyć drzwi cioci Justynie, tak?
- Oui.
- Przecież ja jestem ciocią Justyną!
- A skąd niby mam to wiedzieć? – zapytał rezolutny głosik siedmiolatka.
No ja go chyba zaraz... To jakiś koszmar!

Pięć minut później – nadal pod drzwiami.
- Kochanie, znasz głos cioci Żastin i właśnie w tej chwili go słyszysz, co oznacza, że ja jestem twoją ciocią, prawda? – Starałam się zachować spokój, żeby go przypadkiem nie wystraszyć.
- Ale możesz tylko udawać ciocię Żastin, a ja nie mogę wpuścić kogoś, kto ją udaję.
Poczekaj tylko, jak wejdę do środka, wstrętny francuski dzieciaku!
- Dobrze, więc idź teraz do kuchni po taboret. Przynieś go tu i postaw pod drzwiami. Potem wejdź na niego i wyjrzyj przez judasza, w ten sposób będziesz mógł się przekonać, że ja jestem ciocią Justyną, której masz otworzyć...
Minęła okropnie długa minuta. Wreszcie usłyszałam dobiegające ze środka sapanie i szuranie taboretu po podłodze.
- Flavio, patrzysz teraz przez judasza? Widzisz mnie?
- Oui.
- To otwórz drzwi.
- Ale ty wcale nie jesteś podobna do cioci Justyny.
Zaraz eksploduję. Tak. Z kropką!  Co mam zrobić? Wyjęłam komórkę i wybrałam telefon Nino. Gdyby po prostu zadzwonił na swój numer domowy i kazał temu potworowi otworzyć drzwi, ten koszmar by się wreszcie skończył.

Kolejne pięć minut później i nadal pod drzwiami.
Nic z tego, nie odbiera. Muszę sobie poradzić sama.
- Flavio, jesteś tam jeszcze?
- Uhm.
- Przypomniało mi się, że mam w torbie lody i niebawem mi się całkiem rozpuszczą, a jakbyś mi otworzył, moglibyśmy je razem zjeść.
- A jaki masz smak? – zapytał konkretnie.
Przypomnij sobie, jakie lody on lubi bardziej, od tego zależy, ile tu jeszcze będziesz stała.
- Czekoladowo-truskawkowe?
Szczęknął zamek w drzwiach, Flavio otworzył je szeroko, uśmiechając się i powiedział:
- To ty możesz zjeść truskawkowe, ja wolę czekoladowe.
Weszłam energicznie do środka, odsuwając na bok taboret. Musiałam najpierw policzyć do dwudziestu, zanim odezwałam się do małego. Poszedł za mną do kuchni i usiadł przy stole.
- Ciociu, a gdzie masz lody?
Teraz to „ciociu”, tak?
- Nie mam.
- Ale przecież mówiłaś, że...
- Kłamałam.
- Ale nie wolno kłamać! Wszystko powiem bratu!
- Drzwi też nie wolno nikomu otwierać, kiedy jest się samemu w domu. Ja też wszystko powiem twojemu bratu!
Flavio popatrzył chwilę w okno, chyba coś kalkulował w tej swojej małej główce, bo wreszcie odezwał się tonem pojednawczym:
- To umówmy się, że ja nic nie powiem o kłamaniu, a ty o drzwiach, dobrze?
No proszę, będzie z niego negocjator jak się patrzy.  Zgodziłam się i łaskawie obiecałam wziąć go na lody, kiedy już zejdzie mu ta wysypka i będzie mógł wychodzić z domu. Zabraliśmy się do rysowania samochodów – on szkicował, a ja malowałam świecówkami. Była to dość niewinna zabawa, przynajmniej do momentu, w którym Flavio nie dał mi do pokolorowania rysunku... wibratora. Widząc zdumienie na mojej twarzy, brat mego przyjaciela pełnym politowania nad moją niewiedzą głosem wytłumaczył, że jest to rakieta kosmiczna, którą wylatuje w kosmos. No cóż, niewiele się właściwie pomylił, ale o tym to mu chyba powiem dopiero za jakieś piętnaście lat.
-Wiesz, ciociu, kiedyś znalazłem w domu taką fajną gazetę z zabawkami z jakiegoś sklepu, taką jak gazetki z supermarketów, ale dużo, dużo większą. I tam jest tyle niezwykłych rzeczy! Kupisz mi którąś pod choinkę?
I nie czekając na moją odpowiedź, pobiegł do swojego pokoju. Po chwili wrócił, trzymając w wyciągniętej dłoni pomięty i poplamiony... katalog z zabawkami z sex shopu. Czy w tym domu naprawdę wszyscy powariowali?
- Bardzo fajna gazetka – odparłam ostrożnie. – A skąd ją masz?
Rozejrzał się wokoło i zniżył głos, jakby się bał, że ktoś nas podsłucha.
- Kilka dni temu, kiedy już spałem, zachciało mi się pić. Poszedłem do kuchni i na stole zobaczyłem dużą książkę. Myślałem, że to bajka, ale więcej było literek niż obrazków, a obrazki i tak były nudne. Pod książką leżały czyjeś majtki, takie dziwne – skrzywił z obrzydzeniem nos – a pod tym wszystkim ten fajny katalog. Pomyślałem sobie, że to pewnie Święty mikołaj wpadł do nas przed świętami, no i zabrałem sobie to, co mi się podobało. I miałem rację, bo kiedy rano wszedłem do kuchni, na stole niczego już nie było.
- A mówiłeś o tym mamie? Albo chociaż bratu?
- No coś ty, ciociu! Przecież jeśli oni nic nie dostali od Mikołaja, byłoby im przykro, gdybym powiedział o swoim prezencie.
No proszę, Nino jakoś zapomniał mi wspomnieć o tym katalogu. Ciekawe dlaczego? Mój Francuzik ma przede mną za dużo tajemnic.
- Wiec co, Flavio, wydaje mi się, że Mikołaj mógł zostawić więcej rzeczy, ale pochował je w szafkach, tych powieszonych wysoko, żebyś nie mógł sam znaleźć prezentów. Co powiesz na to, żebyśmy ich teraz poszukali? Ja będę tam zaglądać i mówić ci, co widzę.
Cudowny brat Nino z zapałem zabrał się do roboty. Ja też.
Nie musiałam długo szukać, w sypialni, w komodzie Nino, pod warstwą bokserek znalazłam poradnik „Jak urozmaicić twoje życie seksualne, czyli powrót do hetero”. Miał pozaginane strony, a na kilku znalazłam podkreślone ołówkiem fragmenty, na widok których zaczerwieniłam się jak pensjonarka. Zamknęłam z hukiem książkę.
- Miałeś rację, Flavio, strasznie to nudne.

Gdzieś godzinę później odezwał się Nino.
- Właśnie zobaczyłem, że mam nieodebrane połączenie. Dzwoniłaś do mnie. Wszystko w porządku? – wyrzucił z siebie na jednym wydechu, jakby chciał coś ukryć przede mną.
Próżne nadzieje, i tak się dowiem.
- Jasne, w idealnym. – Mam nadzieję, że nie usłyszał sarkazmu w moim głosie.


18.00 – Restauracja La Frégate.
- Słuchasz mnie?
Mama. Zdzwoniła dopiero teraz, bo ojciec nie odbiera komórki. Tym czasem kelner wyszedł z kuchni, a ja całkowicie skupiłam się na porcji tiramisu, która zmierzała do sąsiedniego stolika. Nino podążył za moim tęsknym wzrokiem, komentując:
- Cukier w czystej postaci!
- Wiem – potwierdziłam, robiąc smutną minę.
- Coś takiego można oglądać, ale nie jeść – dodała Agata.
- Jesteście straszni!
- Przecież to ty powiedziałeś, że mamy cię powstrzymywać! Uważam, że jesteś totalnie w porządku. Jeśli o mnie chodzi, to wcale nie musisz chudnąć! – usprawiedliwiła się.
Nino czuł się zobowiązany do podsunięcia mi pod nos swojego deseru. Westchnęłam tęsknie. W słuchawce, ktoś chrząknął znacząco.
- „Wytrzymałość przynosi pomyślny los.”
- Właśnie, mamo – wyprostowałam się i popatrzyłam triumfalnie na niego, a potem przeniosłam wzrok na telefon komórkowy. – Od kiedy zaczęłaś czytać Paulo Coelho? – Spytałam, podnosząc się powoli i sięgając po torebkę.
- Kocham Paulo Coelho i próbuję żyć według jego zasad. Ale nie zawsze mi się to nie udaje – wyznała cicho moja matka.
Zerknęłam na wejście do kuchni i poczułam piękny zapach francuskiego jedzenia. Chyba piekli czekoladowe crossinaty. Mnie też się nie udaje, mamo. Mnie też...

Pięć minut później właśnie oblizywałam łyżkę po tiramisu, kiedy usłyszałam, że ktoś wszedł do kuchni. Przyłapana na gorącym uczynku, pozostało mi tylko uśmiechać się.
- Sabores?
- Sí, los gustos – odparłam nieco zaskoczona.
Nie spodziewałam się ujrzeć tutaj jednego z lektorów z polskiej szkoły językowej. Owszem, Agata wspominała, że i oni w tym roku zwiedzają Paryż. Ale...
- ¿Qué tal?  - Ciekawiło mnie, co tu robi, choć moja znajomość hiszpańskiego tu się kończyła. Nigdy nie przepadałam za tym krajem. Zawsze priorytetem była Francja, choć mój francuski stoi na podobnym poziomie. Hiszpania kojarzyła mi się z mułami wchodzącymi do domów i rzewnymi piosenkami o utraconej miłości wojennej, co jest zasługą dziadka.
Co do lektora to znałam go właściwie tylko z widzenia, co prawda był raz na zajęciach w ramach zmiennika. Nauczyciel Agaty, młodziutki cherubinek z Sewilli, zapadł nieoczekiwanie na tajemniczą chorobę, która uaktywniła się następnego dnia po zajęciach „U Grubego Benka”. Było dość upalnie i sama myśl o siedzeniu półtorej godziny w dusznej sali wywoływała atak katatonii, więc zaproponowaliśmy Agustínowi miejsce zastępcze, czyli ławeczki w pięknej scenerii z widokiem na polskie ulice. Nie odmówił, podobnie zresztą, kiedy kupowaliśmy mu piąte piwo. Najwidoczniej nie był przyzwyczajony do polskich marek, bo po hiszpańsku zaczął mówić gorzej niż ja. Ostatnie słowo, które wypowiedział, brzmiały: polaca cerveza – po czym zasnął z głową na piersi i ze wspomnieniem polskiego piwa na ustach. Nikt z nas właściwie nie wiedział, gdzie mieszka Agustín, ale szybki telefon do sekretariatu szkoły wystarczył, aby przysłali po niego taksówkę. Dwa dni później w szkole językowej pojawił się Custodio, ucieleśnienie wszystkich marzeń Polek o przystojnych Hiszpanach – wysoki brunet o ciemnej karnacji. Ubierał się zazwyczaj w idealnie dopasowane spodnie, pięknie podkreślające linię nóg, i obcisłe podkoszulki. Kiedy przechodził korytarzem, wszystkie kobiece dusze wydawały przeciągły jęk. I to chyba oczywiste, że każdy mężczyzna mający odpowiedni wiek (x < 25 – profil mat. geo.), wzbudziłby nasze zainteresowanie, a już na pewno taki z gorącą hiszpańską krwią krążącą w jego hiszpańskich żyłach. A Custodio ma doprawdy dość interesującą powierzchowność, zaczynającą się od burzy kręconych czarnych włosów, a kończącą się jakieś sto dziewięćdziesiąt centymetrów niżej. W większości lektorzy są dość niscy, więc nie da się ukryć, wybija się z tłumu. I ma jeszcze jeden plus – w przeciwieństwie do Agustina mówi świetnie po polsku.
- Masz trochę lukru na... – Zachowując całą powagę spojrzał na mnie uważnie.
Starannie wytarłam się chusteczką. Trzeba jednak kontrolować to łakomstwo.
- To co tu robisz?
- Przyjaciółka mnie zaprosiła.
Przyjaciółka? Czyżby się nawrócił i postanowił zostać mężczyzną, który marzy tylko o tym, by dostać się do damskiej bielizny, a nie do męskiej? Przecież wszyscy wiedzą, że jest gejem. To raczej trudno ukryć w tym mieście. No dobrze, może nie jest to takie znowu oczywiste, bardziej właściwie wygląda na metro- niż homosekuslnego, co jednak nie zmienia faktu, że wszystkie jego kursantki bez wahania oddałby swój podręcznik za sto dziesięć złotych w zamian za jedną godzinę konwersacji prywatnej. Nawet gdyby jednak pod spotem nosił damską bieliznę. Dobrze, że nie jestem jedną z nich, choć swoją drogą do jego karnacji pasowałaby głęboki odcień czerwieni, może satyna albo...
- Pomaga przy organizowaniu bankietu, więc... Sama rozumiesz. – Spojrzał na mnie, najwyraźniej czekając, aż odwdzięczę się mu tym samym i powiem, co ja tu robię. Ale nie mogłam się skupić, wszystko przez tą satynę i lukier. Może i miałabym wątpliwości co do jego orientacji, z Hiszpanami wszak nigdy nic nie wiadomo, gdyby nie jeden wieczór, kiedy opijaliśmy zaręczyny znajomych w ulubionym pubie gejów koło Luwru.
- A ciebie co tu sprowadza?
Proszę, proszę, rzadko to spotykana składania u cudzoziemców mówiących po polsku. I do tego za granicą.
- Miałem znakomitego nauczyciela.
Czy ja mówię co myślę na głos? Znowu mój niewyparzony jęzor nie nadąża za sygnałami z mózgu. Swoją drogą, ciekawe, czy jego nauczyciel też nosił satynową bieliznę...
Dziwnie na mnie spojrzał. O Jezu, chyba nie wypowiedziałam tego na głos...
- Dobrze się czujesz? Dziwnie wyglądasz.
Uff, tym razem się upiekło.
- Nie, nie, wszystko OK. Po prostu trochę tu duszno.
Custodio podniósł brwi i wyjął z mojej otwartej torebki zielony kalendarz z 2004, zanim zdążyłam zareagować. Z przestrachem obserwowałam jak go kartkuje.
- To mojej przyjaciółki, pisze tu takie swoje „wiersze” – niespecjalnie wierzę w krzyżowanie palców za plecami, ale skoro wszystkie bohaterki filmowa właśnie tak robią, to cóż mi szkodzi spróbować? Hm, rzeczywiście jakby potoczyściej się kłamie. – Ale powiem ci w tajemnicy, że nie podobają mi się. Są takie bez wyrazu, jakby płaskie. – Uch, rozkręcam się.
- Si, skoro już jesteśmy szczerzy, to powiem ci, że to najsłabsze wiersze jakie widziałem. Pozbawione głębi smaku, słaba głębia i jakby nieprzemyślana kompozycja. Też mi się nie podobają. Ten kto je napisał powinien poczytać Fredrę, a nie Mickiewicza czy Słowackiego.
Co za parszywy i przebrzydły gej! Nie podoba mu się moja twórczość, też coś! Pozbawiony smaku, bezczelny typ, totalne bezguście, najniższy poziom rozwoju, pierwotniak!
- No cóż, nie ujęłabym tego aż tak dramatycznie – wycedziłam lodowato i spojrzałam na jego wypolerowane buty. Dlaczego ci cholerni Hiszpanie mają zawsze wyglancowane buty? Nie mają nic innego do polerowania? – Wybacz, muszę iść przywitać się z... – Zatoczyłam w powietrzu koło dłonią, sugerując, że czeka na mnie cały tłum spragnionych mego widoku znajomych bliższych lub dalszych.
- Jasne, miło było cię spotkać.
Może sobie tę kurtuazję wsadzić do czerwonych satynowych stringów. Postanowiłam, że nie będę już krzyżować palców za plecami. Jestem na tyle dorosła, że nie muszę zniżać się do kłamania takim sparszywiałym osobnikom, którzy nie znają się na prawdziwej sztuce!
- Ciebie też.
Ja chyba nigdy nie dorosnę.

22.40 - La Frégate.
Agata znalazła mnie przy stole z winem. Wiedziałam, że prędzej czy później się do mnie dosiądzie, więc zawczasu zaanektowałam dwa krzesła. Widziałam, jak szła przez salę zaczepiana co chwila przez znajomych albo i nieznajomych. Agata miała w sobie to coś. Za jej plecami mignęła mi twarz Custodio. Nawet nie umiem wymówić jego imienia. Wychodzi mi „cunstadio”. Jakby nie mógł mieć normalnego... Np. Ricardo albo Alessandro.
- Głąb – mruknęłam pod nosem.
- Nie wiem kto, ale jeśli aż tak cię wnerwił, musiał się postarać. Poza tym znowu mówisz do siebie na głos. To niebezpieczne.
- Szkoda słów na kogoś, kto się nie za na literaturze.
- Niech zgadnę, ktoś dorwał się do twojego sekretnego archiwum i skrytykował? – Agata podniosła na chwilę głowę znad kolan i spojrzała na mnie mrużąc oczy. – Skrytykował? – zapytała ponownie z niedowierzeniem.
 Przecież nie powiem jej, że sama to zrobiłam i w dodatku mam na to świadka.
- Ej, ale wiesz co ci powiem na pocieszenie? Przed chwilą natknęłam się na najseksowniejszego stylistę pod słońcem! Ale orgazm rzecz święta. Może pstryknęłybyśmy mu kilka zdjęć w łazience? Zakładam, że jeśli wypłoszyłam go przed czasem, to znowu się tam z kimś zabarykaduje i właśnie teraz posapując w rytm boskiej samby, łupi rytmicznie w podstawę sedesu, wydając przy tym z siebie..
- Witam. Miło cię widzieć Żastin, wyglądasz jak zwykle zachwycająco.
- Gracie Nino, bardzo cienie sobie twoje komplementy.
Odszedł, udając, że nie dostrzega Agaty chowającej się za stołem.
- Wyłaź, mistrzu wyczucia. Istnieje cień szansy, że albo nie dosłyszał twoich słów, albo nie skojarzył, że chodziło o niego. W każdym innym wypadku możesz szukać innego stylisty.
- Cóż, wypijmy więc za zdrowie naszego geja! Przyda mu się, zważywszy na to, ile straci energii, żeby być normalnym hetero!
Kilka minut później dosiadła się od nas jakaś dziewczyna, rachityczna blondynka z oczami wypłosza. Prawdopodobnie skądś ją znam, ale nie pamiętam skąd. Z przestrachem zauważyłam ożywione spojrzenia między nimi, od których aż iskrzyło. Agata chyba nie zmieniła orientacji? Chociaż w sumie czy ja się kiedyś wreszcie zakocham? Nawet nie muszę tak na zabój, śmiertelnie, ostatecznie, do grobowej dechy. Chciałabym tak chociaż odrobinę... Choć trochę się zakochać w mężczyźnie, który padłby mi do stóp, który... Który nie byłby gejem.
- Wylałeś mi wino na buty?
Pytanie było retoryczne powiedziane z spokojem. Mnie zawsze musi się coś przydarzyć.
- Przepraszam, przepraszam cię bardzo – wystękał, podnosząc się z podłogi. – Nie widziałem, że położyłaś nogi na krześle. Chciałem po prostu przejść. – Otrzepywał spodnie oczywiście zaprasowane na kanciki.
- Jasne, po trupach do celu – mruknęłam do siebie, ratując me piękne czerwone atłasowe buciki zimną wodą i serwetką. Oczywiście, że nie były atłasowe, nie można sobie czasem pofantazjować? – ale bardzo podobne w dotyku.
- Poczekaj, na plamy z czerwonego wina najlepsza jest sól – rzucił i zniknął w następnej sali.
- Ciekawe, kto go tego nauczył. La abuela? – zachichotała szyderczo Agata, podając mi cały plik serwetek z sąsiedniego stolika. – Lepiej posłuchaj rady m o j e j babci i po prostu zdejmij te buty, i wsadź je pod kran. Czerwone zacieki na czerwonych pantoflach nie muszą koniecznie wyglądać stylowo.
Uznałam, że ma rację, ale zanim zdążyłam zdjąć choć jeden z nich, pojawił się Custodio, który zamaszystym ruchem wysypał mi na buty całą zawartość cukiernicy.
- O cholera, myślałem, że to sól.
Jeszcze nigdy nie spotkałam geja, który pomyliłby cukier z solą. To przekracza wszelkie granice.  Koniec z grzeczną dziewczynką.
- Nie zbliżaj się do mnie. Nie dotykaj mnie. Nawet nie patrz w moją stronę. Po prostu obróć się na pięcie i wyjdź stąd – powiedziałam wolno, wyraźnie, zaczynając liczyć w duchu do trzydziestu. Przy piętnastce wyszedł, przy dwudziestce piątce moje buty mokły pod kranem, przy trzydziestce wypukałam zimną wodą z butelki cukier spomiędzy palców. Nie muszę chyba nadmieniać, iż buty po tej tragedii, zwanej uporczywie przez Agatę i jej koleżankę farsą, nadawały się jedynie do brodzenia po kałużach i bagnach. Ale bagien nie ma w Paryżu. Jaka szkoda.

1.00 rano – Prayż, pokój 37, 10 cm pod kołdrą, sama.
To „sama” jest czasem przygnębiające. Normalnie o tej porze nie myślę o takich błahostkach, ale chrapanie zza ściany jest nie do zniesienia. Nie wiem co mój ojciec robił cały dzień. Aż się boję wiedzieć.
Wygrzebałam z torby mój stary kalendarz z 2004 i spojrzałam na te nieszczęsne „wiersze”. „Pozbawione głębi smaku, słaba głębia i jakby nieprzemyślana kompozycja”, powiedział. I dlaczego akurat mam poczytać Fredrę? Omijając zabazgrane strony, założyłam zakładkę na czystej stronie. Opracowania z polskiego do matury są czasem przydatne.

Aleksander Fredro.
Komediopisarz.
I znał nawet Napoleona!

Teoretycznie z romantyzmu wszyscy kojarzą Słowackiego i Mickiewicza.  Bo to „Dziady”... Bo to „Kordian”... Dwaj panowie z których jeden kochał mamusię, a drugiemu talent szczęścia nie przyniósł. Może ten Hiszpan miał rację? Fredro jako jedyny uwierzył w miłość. Bądźmy szczerzy! Uczucie to nie jest celem życia, a tym bardziej źródłem samobójstw. Brak u niego wielkich tragedii miłosnych, czy nieokiełznanego, niczym nie pohamowanego uczucia.  Moja matka mi zawsze powtarza: „Lepiej być kochanym, niż kochać!” Dlatego najpierw egzaminy, potem miłość. Bo to stan do którego trzeba dojrzeć, aby móc je lepiej zrozumieć.
Zero polemizowania na ten temat z Bogiem. Jestem cierpliwa. Mogę poczekać na mojego odważnego rycerza, wyśnionego Księcia z Bajki, opalonego Ratownika, który zapuka do mych drzwi po maturze i poślubi mnie. A potem będziemy mieć dużo szczęśliwych dzieci. Amen.

1.10 - pokój 37.
Boże, a może on by jednak zapukał szybciej do mnie? W tym roku studniówka. Ojcze znasz adres! Wierze w Ciebie!

1.15 - pokój 37.
Cisza. Nawet mój ojciec przestał chrapać.
No cóż, dobranoc.

 

Tak, mam 70 poziom i tak namieszałam, że nic nie zmieniłam. Oprócz formy. Tutaj zmiana jest dość spora. Wyliczenie literówek mile widziane.

Ja tym czasem budzę się z amoku "trzy lata do matury". Już jest mniej niż rok i ja nadal nie mogę uwierzyć. Nim się obejrzę, będę pisać, że jest po. Masakra.



Deatis 22:40:00 12/10/2010 [3] zamów cappuccino


***
CamiShoot || brak www

Szablon z życzeniami ;*

***
Deena || brak www

Jej. Biedne dziecko xD
Co tam dziecko..Biedny ojciec! xD
ALE POWIESZ NAM, CO ON ROBIŁ?
Powiesz, PRAWDA?
Literówek w komentarzu nie wyliczę, trzeba mieć jakieś zasady, nieee? xD
A ty dzisiaj hot 18 XD
Dobra, powstrzymam się i nie będę tu wylatywać z życzeniami, to jest blog o.O

***
Pani Carmen || http://katiacereatti.blog4u.pl/

Tak, tak. Miałam nie czytać, ale sądzę, że to da mi takie wprowadzenie no&#8230; Jak mam się połapać o co chodzi jak ja to dawno czytałam i zapomniałam xD

Chcę przeczytać sobie deserek [rozdział 2] ale kurwa ciągle ktoś mi przeszkadza! Między innymi osoba, która nie ma nazwy własnej.
O jaaa&#8230;. Coś ty tam wplątała do tego opowiadania xD Grę?? Mamma Mia, swoją drogą muszę do niej zajrzeć. Tak długo w nią grasz, coś musi być na rzeczy :D Sprawdzę, czy gra jest warta świeczki. No ale o rozdziale. I mogę powiedzieć już po tym małym fragmencie, że chyba piszesz bardziej swobodniej. Powiedz, jak się czujesz z tą formą pamiętnika? Fajny nie? :D
O Jezu, znowu Flavio? Nie no, fajne imię póki nie wyskoczy z jakąś średniowieczną zbroją. Ty, pamiętasz jeszcze Flavio? xD To dopiero był dziwny gościu. Pamiętam do dziś te jego długie włosy i wielką posturę xD
A wracając do książkowego Flavio &#8211; ooo&#8230; uroczy chłopczyk. Ile ma lat? Chyba nie wiele. Ale pomysły to ma. Świetna postać. Dobry wątek z SexShopem. Naprawdę zabawny. I masz rację, to strasznie nudne rzeczy xDDD

Niestety musze kończyć. Jutro ciąg dalszy (oczywiście jak dorwę się do kompa)


Copyright 2010-2012 by Giovanna.
Html based on CamiShoot.
That's why it is so...Passione!